dnia | tygodnia | miesiaca | roku

Słodki smak dzieciństwa

2016-03-06 14:52:52

Dzieciństwo nieodłącznie kojarzy się każdemu z łakociami – słodyczami, przekąskami i innymi delikatesami. Czasy „na kartki” nie dostarczały młodzieży i dzieciakom wielu przyjemności. Jednakże te z trudem zdobywane słodycze lub też wymyślane przepisy na nie, do dziś kojarzą się mojemu pokoleniu ze smakami minionego dzieciństwa.

Gliwickie cukiernie dostarczały ówczesnym dzieciom wiele radości. Kto z nas nie delektował się gorącymi pączkami w tłusty czwartek? Już od rana w ten dzień przed najlepszymi cukierniami ustawiała się kolejka łasuchów i ze stoickim spokojem oczekiwała na swoją kolej – na pyszne jeszcze ciepłe paczki z marmolada różaną lub owocową. Do dnia dzisiejszego według większości gliwiczan najlepsze pączki można kupić w cukierni Wisienka. Lokal mieści się „od zawsze” przy ulicy Zwycięstwa, a tradycje kulinarne obecne są w tym miejscu od wielu lat, gdyż nawet przed wojną znajdował się tam lokal gastronomiczny. Wszechobecne cukiernie dostarczały i innych przyjemności – wraz z nadejściem ciepłych dni można było spałaszować pyszny i jakże słodki deser, wymyślną galaretkę lub też lody z najprawdziwszą bitą śmietaną, która smakowała jak bita śmietana a nie mleko z proszkiem śmietanowym, tak wszechobecne dzisiaj.

Do dnia dzisiejszego istnieje, słynąca z wuzetek kawiarnia Śnieżka, w której można skosztować tej prawdziwej bitej śmietany. W pamięci gliwiczan na pewno zachowały się też takie lokale jak Delicje, nieco oddalone od Rynku, znajdujące się w okolicy Sądu. Lokal w pamięci dziś już dorosłych dzieci, zapisał się na pewno przepysznymi lodami i deserami. Jeżeli wspominamy kultowe dla tamtych lat lodziarnie, trudno nie napomknąć o lodziarni Bolek i Lolek, zlokalizowanej przy ul. Nowy Świat, słynącej z najlepszych lodów w Gliwicach. W naszym mieście funkcjonowały również nieco bardziej ekskluzywne lokale, takie jak Warszawianka, działająca w okolicach dzisiejszego kina Amok oraz Agawa znajdująca się na rogu ulicy Zwycięstwa i Dolnych Wałów.

W dniu zakończenia roku szkolnego w każdej cukierni widoczne były kolejki. Ponadto w okresie letnim wszechobecne były budki z lodami włoskimi a także saturatory, w których, przy użyciu musztardówki, można się było raczyć wodą sodową lub wodą sodową z sokiem, a raczej syropem o bliżej nieokreślonym smaku owocowym – oczywiście bardzo słodkim.  Na przenośne saturatory można było natknąć się na każdym kroku. Wiele z nich spotykało się na ul. Zwycięstwa,
a także w pobliżu dużych skrzyżowań lub przystanków komunikacji miejskiej. Oczywiście, napoje odświeżające z saturatora serwowało się w wielorazowych szklankach, które po użyciu były pobieżnie płukane – stąd popularne określenie dla tego napoju: „gruźliczanka”.

W zimie hitem były tzw. pączki angielskie, sprzedawane z budki na al. Przyjaźni. Ciepłe, słodkie, gorące rozgrzewały w okresie najzimniejszej pory roku jak mało co. Ponadto pachniała nimi niemal cała ulica Zwycięstwa, co przyciągało do budki kolejnych łasuchów.

Poza cukierniami, hitem wśród młodszego pokolenia były znane i dzisiaj batoniki „Prince Polo”, wymawiane natenczas uparcie jako „pincepolo”.


W naszym mieście można było dostać czekoladowe wyroby znanych na polskim rynku firm czekoladowych w dwóch firmowych sklepach – Wedlu i Wawelu. Jeden z nich mieścił się u wylotu z Rynku na ulicę Zwycięstwa, drugi mieści się w dalszym ciągu u wylotu Al. Przyjaźni w okolicach Ruin Teatru. Tam można było kupić przede wszystkim tak rzadkie na naszym rynku wyroby z prawdziwej czekolady – jakże one smakowały w odróżnieniu od popularnych „wyrobów czekoladopodobnych”.

Ponadto z łakociami tamtych lat kojarzą nam się pyszne krówki, iryski, kasztanki itp. W Gliwicach funkcjonowała w tamtym czasie fabryka cukierków – nosząca wdzięczna nazwę Gliwiczanka. Mieściła się ona w okolicach ulicy Tarnogórskiej i wyrabiała cukierki miętowe, krówki, groszki itp.

Hitem wśród dzieci były ciepłe lody lub misie z wypełnieniem bezowym. Tłuste, przesłodzone, ale jakie pyszne. Ponadto w lecie w sklepach królowały lody „Calipso” – gdzie pomiędzy dwoma wafelkami rozpływała się pyszna lodowa masa śmietankowa lub czekoladowa, a także pospolite „Bambino”. I pomimo braku wyboru smaków, lody te nie mają sobie do dziś równych.

Na spragnionych, oprócz wspomnianej wcześniej wody sodowej z saturatorów, czekała przede wszystkim oranżada. Najbardziej znana była chyba ta czerwona, o smaku landrynek, słodka mdła, ale uwielbiana przez młodsze pokolenie. Ponadto hitem wśród dzieci była oranżada w woreczku – wyrób z dołączoną słomką, którą należało przebić woreczek, aby dostać się do równie słodkiego napoju w kolorach czerwonym, pomarańczowym, żółtym lub zielonym.  Z innych produktów najbardziej znana była oranżada „Ptyś” (lub też „Kaskada”), sprzedawana w dużych, szklanych wymiennych butelkach, o smaku pomarańczy. Na stołach zdarzała się czasami pojawiać „PepsiCola”, kupowana również w dużych szklanych i wymiennych butelkach. W domowych pieleszach można było także ugasić pragnienie wodą gazowaną z syfonu. Do pojemnika wlewało się wodę, z drugiej strony wkładało nabój napełniony dwutlenkiem węgla i po dokonaniu „nabicia” można było delektować się mocno gazowaną wodą.

W peerelu brakowało wszystkiego, zatem królowała kuchnia domowa, a w niej własne wyroby cukiernicze. Do najbardziej chyba charakterystycznych łakoci tamtego okresu należał blok czekoladowy. Przepisy na ten specjał  można było znaleźć w każdym poradniku dobrej gospodyni, w licznych czasopismach kobiecych i publikacjach kulinarnych. Podstawą przepisu było mleko w proszku, cukier, kakao, margaryna i dodatki – takie, jakie udało się dostać, czyli kandyzowane owoce, samodzielnie smażona skórka pomarańczowa lub wiśnie, rodzynki, orzechy herbatniki itp.  Po wystudzeniu takiej masy wychodziła duża forma czekolady z dodatkami, która – z rzadka już dziś przyrządzana – jest echem słodkiego smaku naszego dzieciństwa.

Gliwickie Metamorfozy ­– gliwiczanie.pl

fot. archiwum Mirosława Rakowskiego oraz 

Przeczytano: 2966 razy

Komentarze (0)
Loading...
Dołącz do
swoich znajomych!